Nikt nie lubi chodzić do dentysty- nic w tym dziwnego. Chyba tylko jakiś masochista cieszyłby się z tego, że ktoś sprawia mu ból i bierze jeszcze za to grube pieniądze. Ja też nigdy nie lubiłam odwiedzać mojej pani dentystki. Szczególnie od momentu, gdy wyrywała mi zęba bez znieczulenia, a potem przez tydzień czasu dziąsło nie chciało mi przestać krwawić. O lekarzach „od zębów” zmieniłam zdanie dopiero, gdy do naszego miasta wprowadził się pan dentysta. Ponieważ o zęby trzeba dbać- postanowiłam odwiedzić nowego lekarza. Przyjmował u siebie w domu, w prywatnym gabinecie, bardzo sterylnym i wypucowanym dosłownie na błysk- bez porównania to gabinetu pani dentystki w przychodni. Z radia płynęła spokojna muzyczka. Usiadłam na fotelu zupełnie się nie stresując. Po pierwszym „przeglądzie” zapadła decyzja: trzeba borować. Widząc moją przerażoną minę lekarz obiecał, że jak mnie cokolwiek zaboli- nie weźmie za zęba ani grosza. Biorąc to za dobry żart dałam sobie wyleczyć zęba. I wiecie co- nic mnie nie bolało. I chociaż musiałam zapłacić za wizytę i leczenie 100 zł (u dentystki na fundusz leczyło się za darmo) to wolałam wydać te pieniądze i nie cierpieć. Wierzcie mi, że było warto.